Breville Barista Max – recenzja ekspresu

Parująca i aromatyczna kawa jest nieodłącznym elementem mojego codziennego, porannego rytuału. To dzięki niej nabieram energii do działania, to dzięki niej chce mi się ruszyć z miejsca. Nie jestem jednak kawoszem, zadowalam się dość prostymi formami przygotowania napoju, w których większe znaczenie ma zapewne zawartość kofeiny, a nie wyrafinowany aromat i jakość. Z wielką przyjemnością przyjąłem więc do testu ciśnieniowy ekspres kolbowy Breville Barista Max. Tym większą, że moje wcześniejsze doświadczenia z tanimi urządzeniami tego typu były, delikatnie mówiąc, nieudane.

Barista Max

Ekspres Breville Barista Max jest urządzeniem o sporych gabarytach i niemałej masie (ponad 10 kg). Korpus konstrukcji zbudowany jest głównie z plastiku, lecz nie brak też szczotkowanej stali INOX, którą odnajdziemy na panelu sterowania, przedniej części obudowy oraz płycie ociekowej. Stalowy (ale już z pełnym połyskiem, gdyby komuś na tym zależało) jest także spieniacz.

Z tyłu producent umieścił zbiornik na wodę. Wykonano go z przeźroczystego plastiku mieści 2,8 l wody. Konstrukcja umożliwia łatwą ocenę, ile jeszcze cieczy pozostało do dyspozycji użytkownika. Spora pojemność eliminuje konieczność częstego uzupełniania wody, chyba że naprawdę często z ekspresu korzystamy. Jest to element, który warto docenić i zakwalifikować po stronie plusów Breville Barista Max.

Breville Barista Max, fot: własne

Górną część maszyny zajmuje płyta podgrzewacza oraz młynek. Jest to stalowa konstrukcja żarnowa, z precyzyjną regulacją grubości mielenia. Pojemnik na ziarna wystaje ponad górną krawędź ekspresu; stanowi on także element służący do regulacji grubości mielenia – wyboru dokonujemy pokręcając całym zespołem i ustawiając odpowiednią wartość na podziałce. Skrajna lewa pozycja zamyka zbiornik i umożliwia jego demontaż. Wylot zmielonej kawy umieszczony jest obok głowicy ekspresu – aby napełnić filtr odpowiednią porcją wsuwamy kolbę w uchwyt i pociągamy do dołu, co aktywuje młynek. Po zakończeniu mielenia pozostaje tylko usunąć nadmiar kawy, ubić ją oraz założyć kolbę na moduł ciśnieniowy.

Breville Barista Max, fot: własne

Breville Barista Max – jak działa, czyli: kawa, kawa, kawa

Panel sterowania składa się z czterech przycisków oraz pokrętła. To ostatnie służy do wyboru trybu pracy między standardową pracą jako ekspres, a podawaniem gorącej wody lub pary do spieniacza. Przyciski mają więcej funkcji – poza włącznikiem sieciowym umożliwiają domyślnie wybór wielkości przygotowywanego napoju (espresso 30 ml, podwójne espresso 60 ml, duża kawa 200 ml). Kombinacjami przycisków uzyskujemy także możliwość ingerencji w domyślne parametry pracy ekspresu.

Dostosować można przede wszystkim temperaturę pracy monobloku, wstępną preinfuzję zmielonych ziaren (czyli podanie pewnej ilości gorącej wody do kolby zanim rozpocznie się właściwa praca ekspresu). Dzięki temu można dopasować smak kawy do własnych preferencji. Okazało się to bardzo przydatne, gdyż na ustawieniach zalecanych przez producenta uzyskiwany napój miał charakter wybitnie kwaskowy, którego szczerze nie cierpię.

Podniosłem więc temperaturę pracy monobloku z domyślnych 92 do 96 stopni. Aby złagodzić kwas próbowałem także różnych ustawień preinfuzji, lecz tu akurat wariant domyślny okazał się najbardziej znośny. Nie obeszło się jednak i bez zmiany grubości kawy – dopiero znacznie drobniejszy przemiał okazał się akceptowalny. Szkoda tylko, że brak choćby prostego wyświetlacza, umożliwiające szybkie sprawdzenie ustawionych parametrów.

Breville Barista Max, fot: własne

Być może wychodzi tu mój brak wiedzy i nieodpowiedni gatunek użytych ziaren, lecz tych samych używam do parzenia kawy po turecku, przygotowywanej w tygielku, bez śladu obecnego w espresso kwasu, znacznie smaczniejszej i bardziej orzeźwiającej.

Breville Barista Max, fot: własne

Znacznie lepszy rezultat osiągnąłem robiąc przy pomocy Barista Max różne warianty kawy z mlekiem (machiatto, cappuccino, latte), które wychodziły odpowiednio łagodniejsze w smaku. Uzyskanie przy pomocy wbudowanego spieniacza mleka o odpowiedniej konsystencji nie stanowiło problemu, a co za tym idzie ewentualne problemy ze zrobieniem prawidło napoju muszę złożyć wyłącznie na karb braku wprawy – wolę zdecydowanie kawy czarne niż te z mlekiem. Przeważnie jednak efekt był więcej niż zadowalający.

Breville Barista Max, fot: własne

Eksploatacja

W porównaniu z tanimi ekspresami kolbowymi, jakie za kilkaset złotych można dostać w marketach, Breville Barista Max wyróżnia się zdecydowanie na plus. Pomijając już obecność dobrego młynka, to podstawowym plusem jaki zauważyłem przy pierwszym użyciu jest automatyczne dobieranie odpowiedniej ilości wody do zadania. Wspominałem już o tym wyżej, lecz w tanich ekspresach trzeba samemu na czas zatrzymać pracę.

Domyślne wartości można oczywiście zmienić – w trybie programowania ekspres nalewa wodę do momentu ręcznego zatrzymania, zapamiętując nową wartość jako domyślną. W moim przypadku nie było takiej konieczności – zarówno filiżanka do espresso, jak i zwykły kubeczek, którego używam do kawy, miały idealnie dopasowane pojemności.

Kolejną rzeczą, o jakiej wspomnę, jest sama praca ekspresu. Pompę oczywiście wyraźnie słychać, lecz nie jest przesadnie głośna – procesowi parzenia nie towarzyszy łomot (a często i rezonans) znany z prostych konstrukcji. Sytuacja, w której musiałbym przytrzymywać kubek „wędrujący” samodzielnie po płycie ociekowej jest tu nie do pomyślenia (a tak to wygląda w tanim ekspresie, na który kiedyś się skusiłem) – zapobiega temu przemyślana konstrukcja oraz spora masa całości nawet bez napełnionego zbiornika z wodą. Nie stanowi problemu również parzenie dwóch kaw jednocześnie – kolba ma dwa ujścia, dość szeroko rozstawione, wystarczy zatem zastosować powiększony filtr na większą ilość kawy, by jednocześnie przygotować dwie porcje napoju.

Breville Barista Max, fot: własne

Ostatnim tematem eksploatacyjnym o jakim warto wspomnieć jest utrzymanie w czystości. Podstawową konserwację przeprowadzamy oczywiście za pomocą ściereczki, płynu do naczyń i… samego ekspresu, gdyż do czynności konserwacyjnych należy też przedmuchiwanie i przepłukiwanie. W zestawie jest także szczotka służąca do czyszczenia głowicy i gumowa tarcza czyszcząca umożliwiająca użycie tabletek do konserwacji ekspresu – stosowny tryb pracy maszyny wywołujemy jak zwykle z panelu kontrolnego ekspresu. Warto to robić regularnie.

Breville Barista Max, fot: własne

Podsumowanie

Ekspres kolbowy Breville Barista Max oceniam – po prawie miesiącu użytkowania – pozytywnie. Okazał się wygodny i szybki w użyciu. Kawa uzyskiwana z niego była smaczna, choć wymagało to niestety dość długiego poszukiwania przeze mnie właściwych ustawień zarówno młynka, jak i temperatury pracy monobloku. Wygodny spieniacz spowodował, że częściej niż zwykle sięgałem po warianty kawy z mlekiem. Największe wątpliwości budzi cena, bliska 2500 zł, która jest zbliżona do ekspresów automatycznych.

Czy zatem warto wybrać ekspres kolbowy, zamiast automatu? Przyznaję, że mam tu zagwozdkę. Nie wiem. Barista Max wymaga odrobinę więcej wysiłku przy przygotowaniu kawy niż automat, ale zarazem mamy większą kontrolę nad procesem. Mniej części ruchomych przekłada się na pewno także na niezawodność – Barista Max sprawia bardzo solidne wrażenie w porównaniu z tańszymi automatami.

Wnioski końcowe
Udany ekspres kolbowy dla bardziej wymagających użytkowników, który kusi dobrej jakości materiałami wykończeniowymi.
Zalety
Spora automatyzacja i możliwości personalizacji
Solidna konstrukcja
Duży zbiornik wody
Prosty w użyciu
Precyzyjny młynek ze stalowymi żarnami i dużym zakresem regulacji
Wady
Wysoka cena
Brak wyświetlacza umożliwiającego łatwe sprawdzenie bieżących ustawień
8